Światło, którego nie widać - Anthony Doerr „Otwórzcie oczy i popatrzcie na to, co możecie zobaczyć, nim zamkniecie je na zawsze.”
„Krocz ścieżkami logiki. Każdy skutek ma przyczynę, istnieje wyjście z każdej sytuacji. Do każdego zamka można dopasować klucz.”
Wyróżniona wśród czytelników, nagrodzona nagrodą Pulitzera
2015 i wybite dzieło – „Światło, którego nie widać”. Miałam nieco obaw przed
przeczytaniem tej książki i wstrzymywałam się z napisaniem recenzji. II wojna
światowa – temat bardzo często wykorzystywany w literaturze historycznej i
obyczajowej. Co się stanie jeżeli dostaniemy w swoje ręce historię pianą blisko
dziesięć lat? No właśnie, „Światło, którego nie widać” to doskonały przykład
powieści postawione bardzo wysoko w rankingu powieści wzruszających. Ponad
sześćset stron historii długo zapadającej w pamięć.
O czym dokładniej jest powieść Doerra?
Historia opowiadana przez dziewczynę i chłopca. Ich losy i
życie są zupełnie inne. Dziewczyna pochodzi z, okupowanego w czasie II wojny
światowej, Paryża. Chłopak dostaje się do elitarnej jednostki niemieckiego
Wehrmachtu – namierza wrogie transmisje radiowe. To właśnie losy Marie-Laure i
młodego Wernera połączą się w francuskim bastionie Saint-Malo. Ich losy zmienią
się zupełnie.
Czytając tą książkę, miałam chwile zawahania, ponieważ temat
II wojny światowej nie należy do łatwych. Okazuje się jednak, że książka
magnetyzuje czytelnika i nie pozwala mu odejść od lektury daleko. Cała opowieść
pozostaje nadal w moim sercu. Niewidoma dziewczyna i młody chłopak, który sam
skonstruował radio. To te dwie postacie sprawiły, że cała historia jeszcze
bardziej wciąga. Przebieg, mimo że nie cały, II wojny światowej zostaje
pokazany w zupełnie innych barwach. Istnieją szarości. Dziesięć lat do dużo,
ale moim zdaniem naprawdę warto było pisać to tak długo i otrzymać niesamowity
efekt.
Wadą jaką może posiadać „ Światło, którego nie widać” jest
to, że autor może nieświadomie usprawiedliwiał postępowanie Niemców w ich
działaniach. Moim zdaniem nie powinien. Z Wernera stwarza postać ciekawą, nie
zaprzecza to jednak faktu, że chłopak był Niemcem. Doerr próbował złagodzić
jego charakter poprzez wypieranie się przez bohatera idei nazistowskich, jednak
wstępuje do oddziałów Wehrmachtu. Uważam, że kłóci się to troszkę ze sobą, ale
nie jest aż tak zauważalne na tle całej historii.
Nie można nie wspomnieć o ogromnej przestrzeni czasu, w
jakim rozkłada się akcja powieści. Doerr zawarł losy swoich bohaterów, rozciągając
je na aż osiemdziesiąt lat (1934 – 2014). Poznajemy miasteczko Saint-Malo,
Paryż, front Wschodni, Niemcy jak i stolicę Austrii – Wiedeń. Czytelnik jednak nie
zauważa takiej rozbieżności w czasie, poprzez sprytne zagranie autora. Krótkie
rozdziały są świetne do odnalezienia się w całości utworu.
Przyszedł czas na ocenę. Dla książki daję 9/10. Jest to
naprawdę bardzo dobra powieść. Odbieramy wiele bodźców, uczuć i przeżywamy wszystko
razem z bohaterami. Książka o miłości, przyjaźni, pasji, a przede wszystkim odwadze
w tak ciężkich czasach. Ukazanie człowieczeństwa a zarazem okrucieństwa wobec
innych ludzi dokonywanego przez naród niemiecki. Jeżeli lubicie klimaty II
wojny światowej na pewno powinniście przeczytać „Światło, którego nie widać”. Morze
ognia na pewno cię porwie.

Powieść wydaje się bardzo interesująca, nie tylko ze względu na realia, w których przyszło żyć bohaterom, ale również ze względu właśnie na nich. Dawno nie przeczytałam na tyle poruszającej książki, by wyryła swój tytuł w mojej pamięci, więc chyba zdecyduję się na "Światło, którego nie widać", skoro tak wysoko ją oceniasz :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do siebie, jeśli znajdziesz czas, a co ważniejsze - chęci :)
https://fochoblog.blogspot.com/
Wpadnę, wpadnę. I naprawdę zachęcam do przeczytania "Światła, którego nie widać". :)
Usuń